sobota, 6 lipca 2013

PANIE DWA PIWA MIE DAĆ

 Witam w tenże piękny jakże letni poranek, a w zasadzie popołudnie. Sobota ma to do siebie, że zagina poczucie czasu i zawsze wydaje się nam, że jest później niż powinno być lub odwrotnie.
 
Ten, kto ma szczęście (nie idzie do pracy) może w sobotę spać do niedzieli, iść na ryby, nadrobić wszystkie zaległości w "M jak miłość" albo "Seksu w wielkim mieście" albo nie robić nic. Ja zawsze wybieram ostatnią opcję, poza drobnymi obowiązkami, które bardzo entuzjastycznie wykonuję, co by nie było, że jestem leniem.
 
Nie miałam pomysłu na tego posta, zaczęłam wiec myśleć o wszystkim, z czym wiąże się sobota. Pierwsze co mi przyszło do głowy to imprezy. Ale co ja mogę o imprezach napisać. Nie jestem fanką, raczej zwolenniczką, czyli :"idźcie, ale mnie nie bierzcie". Z imprezami natomiast nieuchronnie (przynajmniej w większości badanych przeze mnie przypadków) łączy się alkohol. O alkoholu pojęcie mam przeciętne (kumpluję się z nim ze dwa razy w miesiącu), ale że akurat go sączę to na tą chwilę jest mi bardzo bliski.
 
Alkohol towarzyszy człowiekowi przez całe życie- począwszy od chrzcin, poprzez świętowanie każdej okazji (również bez okazji), jak np. złowienie wcale nie takiej dużej ryby, zdania lub oblania egzaminu (w trakcie egzaminu niekiedy również, mówię także o egzaminie na prawa jazdy), podczas rozmowy o pracę, podczas pracy, podczas radości i smutku. Skończywszy na stypie. Jakby się tak zastanowić to alkohol jest naszym najlepszym przyjacielem. Możesz po niego pójść, kiedy tylko chcesz, a on Ci nie odmówi. Nigdy Ci nie powie- "mam Cię dość". Będzie z Tobą aż do ostatniej chwili. Ponadto, co naukowo udowodnione, butelka piwa łagodzi napięcie o jakieś 40%. Jak prawdziwy przyjaciel, który wysłucha i pocieszy.
Całe życie chciałabym przeżyć w stanie upojenia piwem, jednak myślę, że mogło by to pociągnąć za sobą nieodwracalne straty ekonomiczne.
 
Może nie wiecie, ale piwo łagodzi również ból oraz stymuluje coś tam w mózgu odpowiedzialnego za uczciwość ("Kochanie, to ja Ci zarysowałam samochód, jak próbowałam wyjechać z tego pustego parkingu").
 
Łagodzenie bólu i poziomu stresu ciągnie za sobą niestety powikłania. Z własnych obserwacji zauważyłam, że niektórzy ludzie zaczynają myśleć, że są np. nieśmiertelni ("a co tam skoczę sobie z drugiego piętra do sklepu, będzie bliżej", albo "idę powiem temu drechowi, żeby się tak nie bujał").
 
Inne powikłanie to także wyzwalacz agresji: "Csee tak paczsz, cceszwpieudol?"
 
A także wyzwalacz miłości. Osoba z wyzwalaczem miłości wszystkich kocha (o czym dosadnie informuje) i do wszystkich się przytula, a następnego dnia żałuje swoich błędów, bo przecież ta Baśka to taka szmata i jeszcze kupiła taką samą sukienkę.
 
Najpopularniejszy alkoholowy typ to "Patrzcie jaki jestem zajebisty". Sama też jestem tym typem, myślę, że Wy też dość dobrze to znacie. Osoba zajebista zapomina całkiem, że ma kompleksy i cellulit kolanach, 50 kg nadwagi i ropne pryszcze na nosie i staje się Miss Wieczoru tańczącą na stole (stół się później łamie i Miss psuje imprezę, bo trzeba wezwać karetkę i zawieźć ją do szpitala).
 
Dwa ostatnie typy to typ tańczący (tańczy) i typ śpiący. Typ śpiący wypija dwa browary i zasypia z uśmiechem na ustach gdzieś w kątku.
 
 
Co do samego alkoholu to uważam, że wyzwala wiele uczuć, hamuje wiele blokad. Uważam też, że raz na jakiś czas każdy powinien się trochę napić (no dobra, najebać), żeby zobaczyć jak  to jest nie mieć kołka w dupie.
Nie rozumiem osób które przychodzą na imprezę i nie piją. To trochę tak, jakby zdrowy przyszedł do domu kalek, a potem opowiadał o tym znajomym.
 
Lato niesie wiele okazji do picia, najprzyjemniejsze jest przecież picie w terenie (fajne są jeszcze stare angielskie, zadymione puby z własną, długą historią), dlatego należy wykorzystać tą czy inną sobotę i jechać do Biedronki (wszyscy wszystko kupują w Biedronce to tak sobie napisałam). Rekomenduję także zakupić jakąś zagrychę, bo jak wiadomo piwo sprzyja tyciu, więc trzeba temu pomóc i wziąć ze sobą jakąś tłustą kiełbachę w panierce z czipsów maczaną w majonezie. Także do boju, gotowi START!
 
I na zdrowie :)
 
 


5 komentarzy:

  1. chciałabym witać się z alkoholem 2 razy w miesiącu :P u mnie on pojawia się co weekend. w wakacje może będzie go mniej, bo wolne od studiów :) no ale może kiedyś mi się uda :D
    fajny wpis jak zawsze ;p rozbawiłaś mnie z tą Miss ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. też dziś miałam alkoholowe przemyślenia i doszłam do wniosku że fajnie by było jakby wszyscy byli na bani ;) ..moje sobotnie 3 piweczka się chłodzą ..od czegos trzeba zacząc. Pozdrawiam i czekam na więcej wpisów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o prosze mamy godzinę 19:31 a widze ze mój komentarz jest wyświetlony jako pisany o 10:29 hmm..?

      Usuń
    2. A mój wpis został dodany około 16stej, a widnieje 07:02 :D Nie wiem, na komp mam dobrą godzinę.

      Usuń
  3. musisz zmieniac godzine za każdym razem.
    mam cie już w obserwowanych;)))

    OdpowiedzUsuń