sobota, 6 lipca 2013

NO TO JESTEM

WPIS PIERWSZY O NICZYM
Postanowiłam założyć bloga. Nie wiem jeszcze czy jest to dobry pomysł, bo jeśli nikt tego nie będzie czytał to szybko się zniechęcę, a zniechęcam się szybko.
Pomysł podsunęły mi dziewczyny z pewnego serwisu o zdrowym odżywianiu, gdzie większość pamiętników opiera się na schemacie: co dziś zjadłam i ile ćwiczyłam.
Mi opisywanie jedzenia nie sprawia żadnej przyjemności (wolę jeść)  biorąc pod uwagę, że nie sprawia mi jej także czytanie o składnikach, z których składało się śniadanie osoby której, nawet nie widziałam ani która nie nazywa się Anja Rubik (podobno lubi masło) albo Kim Kardashian ("oszukuje, na pewno tak mało nie je!").
Muszę uprzedzić, że mój blog na początku będzie wyglądał kiepsko, bo nigdy niczego takiego nie prowadziłam, więc sukcesem będzie w ogóle dodanie tego wpisu. Bardzo mnie rozżalił brak emotikonek, bo niby jak ja mam wyrażać swoją radość, smutek i zażenowanie? Muszę sobie stworzyć chyba jakiś własny zbiór.
Mój blog będzie o radzeniu sobie w życiu. Nie wiem, czy to dobry pomysł, bo sama radzę sobie średnio. Nie jestem przystosowana nawet do stania w kolejce. z drugiej jednak strony na bezludnej wyspie też by było mi źle, chyba że miała bym dostęp do pudelka, a zamiast oceanu szumiał by alkohol. Chociaż nie, ludzie są jednak potrzebni (z kogo bysmy się śmiali, kogo obgadywali, z kim porównywali). Moim zamiarem jest, aby blog utrzymany był w lekkiej i raczej humorystycznej tonacji, aczkolwiek może się zdarzyć jakiś poważny wpis, kiedy to moje hormony zawładną moim umysłem, a cały świat zwróci się przeciw mnie.
Piszę zazwyczaj pod wpływem emocji lub kiedy nie ma nikogo, z kim mogę podzielić się swoimi przemyśleniami. Myślę dużo, często i wtedy, kiedy nie za bardzo potrzeba. Zazwyczaj  o rzeczach, które są zbędne, a sprawiają, że muszę myśleć jeszcze więcej. Piszę natomiast nieczęsto, bo ciężko mi zgrać głowę z palcami, tak, żeby palce pisały to, o co chodzi głowie. Moje palce najchętniej sięgają po ciastka, staram się ich oduczyć, ale są ciężkie do wychowania.
A co o mnie? Chyba wypada mi się przedstawić, jako autorce bloga.
Mam 18 lat.
...   ...   ...
Ehh, no dobra, nie mogła bym z tym żyć. Mam 27. Nie mam męża, mam kota. Pracuję jako grafik, jestem po szkole artystycznej. Ja siebie nie uważam za artystkę, ale ludzie z otoczenia mówią, że nią jestem, przynajmniej mentalnie, bo póki co nie robię niczego, co robią artyście poza byciem innym i sprzeciwianiu się ustalonym przez świat zasadom. Nie powiem, żeby mi to nie odpowiadało, bo artyści w ogólnej opinii "mogą więcej".
Do życia jestem nastawiona pozytywnie, aczkolwiek mam gorsze dni i bywam zrzędą. Bywam też złośliwa cyniczna i sarkastyczna, co przez niektórych odbierane jest jako chamstwo, ja jednak nigdy nie mam zamiaru nikogo obrażać, a jak już mam to jest to tak celowe, że nie da się tego nie zauważyć i wziąć za co innego.
W planach mam zostać celebrytą, kupić helikopter, latać nim po croissanty do Francji i robić ustawki z paparazzi..
(Jak ja mam niby otagować ten wpis i co to jest agregat kulinarny? Jest tu jakiś czat, znajomi? Jak można nie umieć prowadzić bloga, wydawało mi się, że to jest dziecinnie proste. O i chciałam zrobić kursywą ten nawias, a tu nie ma nawet żadnych opcji... OMG Udało się)
...
To ja:

To mój kot:


To moja lama:



No dobra, nie mam lamy, ale jak ktoś wystawi na Allegro to sobie kupię latającą, taką jak ta.



1 komentarz: