Moim jedynym odstępstwem od codzienności są przyjazdy chłopaka. I tak ostatnio próbowałam qurrito, jadłam kebaba, frytki, lody, ziemniaki w mundurkach, pizzę i krążki cebulowe (nie polecam krążków jeśli chcecie spędzić romantyczny wieczór, polecam, jeśli idziecie na dyskotekę i chcecie mieć dużo miejsca na parkiecie).
Jako, że jesteśmy z moim facetem już starzy (27 i 28 lat) to nie chodzimy na dyskoteki, ale lubimy chodzić na jedzenie (a najbardziej to zamawiać z domu przez telefon), pić piwo i oglądać seriale. Wszystko wiąże się oczywiście z siedzeniem, bo w tym wieku ciężko już jest chodzić (choć czasem trzeba przebyć długą drogę żeby znaleźć wolny stolik w barze, ale cóż- cel uświęca środki).
Z ciekawszych rzeczy, które można jeszcze robić siedząc to oczywiście przeglądanie pudelka, oglądanie filmów i seriali, siedzenie w jacuzzi z drinkiem (niektórzy by tu jeszcze pewnie napisali siedzenie na kiblu). Koncerty nam się odpodobały, bo trzeba stać, a to wiadomo, że kręgosłup w tym wieku już nie ten sam. Zresztą, dla mnie z moim wzrostem każdy koncert i tak zawsze wyglądał tam samo (fajne masz plecy).
Jeśli chodzi o seriale to obejrzałam ich już sporo. Kiedy jakiś serial się kończy to zawsze mam to samo odczucie: "co teraz z moim życiem?". Największym sentymentem darzę Desperate Housewives, Sex and The City, Californication.
Sex And The City
To 3 przyjaciółki i koń. Nie no tak serio to darzę Jessicę Sarah Parker wielką sympatią. Zaprzyjaźniłam się z tymi babkami od początku pierwszego sezonu, kupiłam sobie kieliszki w kształcie stożka i piłam w nich podczas oglądania coś, co przypominało Cosmopolitana (np. piwo). Płakałam, kiedy Big rzucił Carrie i płakałam kiedy skończył się ostatni odcinek. Obejrzałam jeszcze 2 kinówki, ale to już nie to samo. Jeśli chodzi o fabułę to niestety jest dużo słabsza niż w Desperate Housewives. Gdyby nie faceci i seks to był by to film niemy. Dodam jeszcze, że film zniechęca do wszystkiego, co posiada członek. W trakcie oglądania SATC byłam na ścieżce wojennej z moim facetem co drugi dzień.
Najbarwniejszą postacią jest bez wątpienia Samantha, mimo że to Carrie grała główną postać. Carrie zazdrościłam figury i biustu, Samancie ciętego języka, Mirandzie przytomnego podejścia do życia. Charlotte nie zazdrościłam niczego.
To, co mi się bardzo podobało w SATC to świetny klimat NY jaki po prostu przeszywał przy oglądaniu tego serialu. Nigdzie więcej nie spotkałam takiego NY, jaki tam został przedstawiony. No i klimat '90- ciuchów tamtych czasów; butów z czubami, kiczowatych torebek, bluzek przed pępek (chodziłam w takich na dyskoteki, jak byłam nastolatką!).
Serial przyciąga, bo ukazuje to, czego przeciętna kobieta nigdy nie będzie miała: świetny seks, świetna praca, kostium od Diora i torebka Versace.
FAJNE DUPY: brak (skąd one brały tych obleśnych facetów?!)
Californication
Kiedy myślę "Californication" myślę "cycki!". Tak, tutaj w każdym odcinku są albo cycki albo ktoś się bzyka, co mi absolutnie nie przeszkadza. Nie przeszkadza mi też specyficzne poczucie humoru. Dialogi są ogólnie na poziomie, pomijając fakt, że co trzecie słowo to "fucking" i "dick". Kolejnym plusem dla tego serialu jest Duchovny, który ze śmiesznego chłopca z Archiwum X wyrósł w wieku 50 lat na całkiem fajnego mężczyznę. Druga dość istotna postać to Charlie, który kojarzy mi się z różowym penisem. Późniejsze sezony są nudne, jakby zabrakło pomysłu, a i tak wiadomo, że Hank w końcu wróci do Karen, bo są dla siebie stworzeni. Nie mogę tylko pojąć jak Becka może być córką tak idealnych ludzi.
FAJNE DUPY: Hank (oraz inne przewijające się)
Desperate Housewives
Tu mamy przyjaciółki, jak w SATC, ale oprócz tego jest jeszcze fajna, rozbudowana fabuła, która co raz się komplikuje i wciąga jeszcze bardziej, jest dużo intryg. Postacie są bardziej dopracowane niż w SATC, dialogi bardziej ambitne i przy okazji również bardzo śmieszne, ale i głębokie (zawsze lubię tą narrację Mary Alice, która kończy odcinek). Cała akcja rozgrywa się w malowniczej Wisteria Lane, co sprawia, że po 3 sezonie każdy chce tam mieszkać. Moje ulubione postacie to Gabrielle i Lynettte.
DH jest o tyle fajne, że ukazuje "normalne życie". Bohaterki nie ubierają się w Diory i Versace, mają kilkoro dzieci, mają problemy, mają kiepskie włosy i mają "codzienne" problemy. Serial jest luźny i przyjemny, wciągnie nawet facetów. Obecnie jestem w piątym sezonie, który opornie mi idzie, bo nie mogę się patrzeć na Gabrielle i jej dzieci i nie mogę znieść, że Mike i Susan nie są razem (miłość jednak nie istnieje!)
FAJNE DUPY: Mike? (jestem wybredna, ok?)
Obecnie kończę oglądać DH i wciągnęłam się w program telewizyjny- Top Gear, bo lubię fajne samochody i lubię angielski humor.
Oczywiście polecam oglądać seriale z napisami, nie z dubbingiem. Serial z dubbingiem to jak ciasto ze słodzikiem. Chyba że ktoś lubi jak kobiety mówią męskim głosem.






